Absolwenci

 Nasi absolwenci rozjeżdżają się po całym świecie, studiują, podejmują ciekawą pracę a w tym niewątpliwie pomaga im znajomość angielskiego, którego kiedyś uczyli się w Global Village. Przedstawiamy tych , którzy utrzymują kontakt z nami i przy okazji apelujemy do innych naszych byłych słuchaczy: napiszcie o swoich sukcesach, ku zachęcie młodszych koleżanek i kolegów.

Dzień dobry,
Pomyślałam, ze napiszę do Global Village szczególnie, że moje życie jest teraz bardzo związane z językiem angielskim, którego znajomość zawdzięczam w dużym stopniu Pani Uli i jej nauczycielom.
 
   

Już ponad 4 lata mieszkam w Japonii w Okayamie. Początkowo przyjechałam jako studentka japonistyki na stypendium i tak się złożyło, ze znalazłam pracę popołudniami w szkole angielskiego. Po skończeniu studiów wróciłam, więc tu z rodziną kontynuować pracę. Mąż pracuje w szkole, w której uczyliśmy początkowo oboje. Ja wraz ze znajomą Japonką rozpoczęłam własny program - "Global Kids Program".

Uczę w kilku miejscach. W domu zrobiliśmy klasę. Prawie codziennie przychodzą dzieci na zajęcia w grupach. W sumie przychodzi około 60-70 dzieci w wieku od 3 -11 lat. Poza tym wynajmuję sale w pobliskim centrum kultury i nauki i prowadzę przedpołudniowe zajęcia dla mam z dziećmi ( około 15 rodzin) oraz zajęcia w większych 25 osobowych grupach dla przedszkolaków i pierwszoklasistów - taki lekki angielski na wesoło: śpiewanie, tańczenie, malowanie, czytanie bajek, trochę konwersacji. Uczniowie i mamy mnie lubią, z większością jestem zaprzyja¼niona. Uczę poza tym w przedszkolu i prowadzę kursy popołudniowe dla uczniów SP i drugi dla dorosłych w Centrum Kulturalnym Ubezpieczeń Społecznych. W sumie mam z 250 uczniów.

Japońskie mamy bardzo poważnie podchodzą de edukacji swoich dzieci, a szkół angielskiego jest tu naokoło mnóstwo, muszę się sporo namęczyć i nagłowić, aby zajęcia były atrakcyjne i ciekawe. Ale jakoś mi się udaje.

W lipcu jadę na dwa tygodnie z 15 swoich uczniów do Australii do Adelaide na zaproszenie tamtejszej szkoły podstawowej.

Przez cały okres pracy z dziećmi w Japonii nauczyłam się bardzo dużo, poznałam wiele szkół i metod nauczania dzieci. Ze względu na to ze sama mam małe dziecko ( Kacper lat 2) interesuję się nauczaniem i materiałami podwójnie: jako i nauczycielka i jako matka. I nieskromnie uważam, że, choć może jest wielu lepszych ode mnie anglistów, wśród nauczycieli dzieci jestem jedną z lepszych.

Japonia jest rajem dla anglisty, stawki anglistów przede wszystkim są świetne. Tyle ze trudno o wizę to raz, a dwa że o ile native nie ma problemu ze znalezieniem pracy, bo każda szkoła go przyjmie z otwartymi ramionami, o tyle nie-native musi mieć szczęście. Ja wcześniej, przed obecną Okayamą byłam rok pod Tokio. Fakt, nie w centrum, ale pod , na wsi, niemniej jednak, mimo że szukałam nie znalazłam ani jednego ucznia! Tutaj mieliśmy szczęście. Najpierw szczęście, że znale¼liśmy szkołę, która dala nam kilka godzin, a potem, jak się przekonała, etat. A potem drugi raz ja miałam szczęście, bo ta Japonka, z która prowadzę mój GKP zobaczyła mnie prowadząc z samochodu, zatrzymała się i zaczepiła na ulicy (pewnie przekonana, ze jak biała to Amerykanka). Spodobałam jej się, bo i doświadczenie jakieś miałam w nauczaniu, i - co chyba było ważniejsze - miałam dziecko, a jej program GKP początkowo był planowany dla matek z małymi dziećmi, wiec nauczyciel z dzieckiem byłby może interesujący. Udało nam się to rozkręcić i choć obecnie owa Japonka przebywa na Sri Lance jakoś wszystko już ciągnę sama, ale początki to był jedno wielkie good luck. Na pewno pomógł nam fakt, że znamy japoński.

W Polsce jeszcze przed wyjazdem napisałam dla wydawnictwa Yuka książkę do angielskiego "Helter-skelter". Jak na pierwszą publikację może nie była zła, ale teraz zrobiłabym to zupełnie inaczej. Teraz tu zrobiłam kolejna książkę dla dzieci do nauki ABC, chyba fajna, jeszcze nie jest ukończona. Nie wiem czy uda mi się tu znale¼ć wydawcę, ale spróbuję. O powrocie do Polski myślę często, ale nie jestem pewna czy udałoby mi się tam stworzyć tak duży program jak tu, a szkoda byłoby zmarnować tyle lat doświadczenia i tyle materiałów.

Wysyłam trochę zdjęć z moich imprez dla uczniów - zeszłorocznego Halloween i Christmas. Moje Halloween party było jednym z największych w Okayamie - prawie 100 dzieci plus rodzice. Jego fragmenty pokazane były w TV.

Pozdrawiam serdecznie
Gabriela Rzepecka

Aktualizacja

INFORMACJA "ECHA DNIA" Z 4 LUTEGO 2017 R.

Gabriela Rzepecka-Weiss, kielczanka mieszkająca obecnie w Lipsku, wygrała konkurs wydawniczy Royal Dragonfly Book Award 2016 w USA. Jej ?Animal abc: book to look? jury uznało za najlepsze wydawnictwo w kategorii książek obrazkowych dla dzieci do lat pięciu.

 – Bardzo się cieszę, bo konkurencja w amerykańskim konkursie była bardzo duża. Spełniłam swoje marzenie – cieszy się Gabriela Rzepecka-Weiss.

Urodziła się w Kielcach, ukończyła Szkołę Podstawową nr 6, potem I Liceum Ogólnokształcące im. Stefana Żeromskiego (matura 1995). Studiowała japonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, ucząc się równocześnie języka angielskiego. Jeździła do Japonii, m.in. jako stypendystka tamtejszego ministerstwa edukacji. W Kraju Kwitnącej Wiśni mieszkała w sumie 10 lat.

Pisaliśmy już o niej w „Wyborczej” w 2008 roku. Uczyła wówczas angielskiego japońskie maluchy i studentów uniwersytetu w Okayamie. Ponadto dużo podróżowała, tłumaczyła japońską literaturę i malowała. Cieszyła się wówczas, że kalendarz dla dzieci z jej ilustracjami został wydany w nakładzie 30 tys. egzemplarzy.

W 2009 roku wróciła do Polski, ale nie na długo. Po wyjściu za mąż za Niemca mieszka teraz z rodziną w Lipsku. Jest egzaminatorem Cambridge Young English Learners Test, koordynatorem wyjazdów uczniów na wymiany zagraniczne, autorką i ilustratorką kilku podręczników do nauki języka angielskiego dla dzieci.

Od lat współpracuje z wydawnictwem edukacyjnym Nowa Era. Nagrodzoną w USA książkę wydała jednak samodzielnie, z pomocą rodziny. – Dla własnej satysfakcji i budowania portfolio. Pomysł książki zrodził się już dawno. Miałam konkretną wizję, jak powinna wyglądać, nie tylko pod względem treści, ale i formatu, doboru papieru czy powłoki okładki – mówi. Podkreśla, że nie chciała w tym względzie iść na kompromisy, dlatego nie złożyła książki w żadnym wydawnictwie.

To książka dla dzieci, które uczą się alfabetu. W kształty kolejnych literek uformowane są zwierzęta, których angielskie nazwy zaczynają się na daną literę. I tak aligator na pierwszej stronie wygląda jak „A”, a zebra na ostatniej jak „Z”. Dla większości liter wystarczy jedno zwierzę, do części potrzeba więcej, a w przypadku niektórych pomagają jeszcze pnie i gałęzie drzew.

– Zwierzęta są ulubionym tematem rozmów dzieci, wszystkie maluchy kochają zwierzęta. Jak dziecko zapamięta obrazek, łatwiej mu będzie zapamiętać kształt literki – wyjaśnia ideę książki Gabriela Rzepecka-Weiss.

„Animal abc: book to look” otrzymał w amerykańskim konkursie maksymalną liczbę punktów. Jurorzy docenili walory zarówno edukacyjne, jak również poziom edytorski. Autorka dowiedziała się od koordynatora konkursu, że trzyletni wnuk jednego z nich był zachwycony książką.

– Jest idealna do oglądania z rodzicami. Można porozmawiać wtedy z dzieckiem o zwierzętach, powydawać ich odgłosy i pośmiać się. Taki czas wspólnie spędzony z dzieckiem jest bezcenny – uważa Rzepecka-Weiss.

Książka ukazała się w sierpniu ubiegłego roku. Autorka informuje, że najlepiej sprzedaje się w Japonii, gdzie 10 lat uczyła angielskiego. Jest do nabycia także w Polsce, w księgarniach internetowych oraz na stronie założonego specjalnie dla jej wydania wydawnictwa Chybaryba.

Gabriela Rzepecka-Weiss kończy obecnie prace nad polską wersją książki, w której na przykład żyrafa będzie w kształcie „Ż”, a nie zwinięta w „G” jak w angielskiej. Zapowiada też kolejne pozycje w ramach serii „Animal abc”, z których dzieci uczyć się będą czytać i pisać.


Artykuł przeniesiony na nowy serwer www 17.09.2016 
Odsłony do 31.07.2016 7771
Utworzony Czwartek, 08 gruddnia 2005 17:08